pokerczytasz strone nr 124
Zapraszamy do lektury książki będącej arcydziełem pisarskim. "Potop" Henryk Sienkiewicz - książka udostępniona do czytania online według licencji publicznej przez serwis typuj.org
Kozacy Kmicicowi utykali głowy między ramiona szlachty,
jakby całe życie w najlepszej z nią żyli zgodzie. Mimowolne okrzyki wyrywały się z ust widzów;
czasem rozlegał się wybuch niepohamowanego, nerwowego śmiechu, poznali wszyscy poker mistrza nad
mistrzami.
Ten zaś bawił się okrutnie, jak kot z myszą i pozornie coraz niedbałej robił szablą. Lewą rękę
wysunął zza pleców i wsunął w kieszeń hajdawerów. Kmicic pienił się, rzęził, na koniec chrapliwe
słowa poker wyszły mu z gardzieli przez zaciśnięte usta:
Kończ... waść!... wstydu... oszczędź!...
Dobrze! rzekł Wołodyjowski.
Dał się słyszeć świst krótki, straszny, potem stłumiony krzyk... jednocześnie Kmicic rozłożył ręce.
poker texas holdem szabla wypadła mu z nich na ziemię... i runął twarzą do nóg pułkownika...
Żyje! rzekł Wołodyjowski nie padł na wznak!
I zagiąwszy połę Kmicicowego żupana począł nią ocierać szablę.
Zawrzasła szlachta jednym głosem, poker texas holdem w tych zaś krzykach brzmiało coraz wyraźniej:
Dobić zdrajcę... dobić!... rozsiekać!
I kilku Butrymów biegło z dobytymi szablami. Nagle stało się coś dziwnego; oto, rzekłbyś:
mały pan Wołodyjowski urósł w oczach szabla poker texas hold em najbliższego Butryma wyleciała mu z ręki śladem
Kmicicowej, jakby ją wicher porwał pan Wołodyjowski zaś krzyknął z iskrzącymi oczyma:
Wara!... wara!... Teraz on mój, nie wasz!... Precz!...
Umilkli wszyscy bojąc się gniewu męża, on zaś rzekł:
Nie potrzeba mi tu jatek!... Waszmościowie szlachtą będąc powinniście rozumieć kawalerski
obyc;.
strona 123 poprzednia strona strona 125 kolejna strona
poker |